Rozmawiamy z Łukaszem Dziedzicem – projektantem literek

W tym roku nagrodę w kategorii dizajn postanowiliśmy przyznać twórcy, który zajmuje się dość nietypową dziedziną projektowania. a przynajmniej taką, o której znaczeniu rzadko myślimy.
Łukasz Dziedzic projektuje litery.

Zaprojektowany przez niego krój pisma był w tym roku trze- cim najpopularniejszym fontem na świecie. Lato, bo tak się nazywa, zapanowało na setkach stron internetowych, na re- klamach, tablicach informacyjnych i plakatach wyborczych polskich polityków. Od Kukiza po Razem. I choć Lato nie jest nowe i ma już kilka lat, popularność, jaką w tym roku zdobył, sprawiła, że nagle zaczęto rozmawiać o literach.

Ciekawi mnie, jak oceniasz liternictwo naszych miast. Czy litery, które widzimy na co dzień na ulicy, są dobrze zaprojektowane?

Są na świecie miasta, w których liternictwo funkcjonuje dużo dłużej, wyrasta z tego, czym dawno temu zajmowali się zawodowcy, rzemieślnicy – szyldziarze, liternicy. To najczęściej te miasta, których nikt nie zrównał z ziemią. Funkcjonujący Miejski System Informacji w Warszawie wykorzystuje w przypadku większości nazw ulic mody – kowanego Frutigera, czyli krój, który powstał dla francuskiego lotniska. Nazwy ulic ze Starówki pisane są Optimą, krojem, który został wymyślony z myślą o składzie druków, a nie systemu informacji. To dobrze zrobione, porząd- ne litery. Tyle tylko, że nie stąd. Są importowane i teraz opisują Warszawę. Są bezpieczne, ale nie leżą idealnie. Bo z literami jest jak ze spodniami. Możemy je kupić w sieciówce i uważać, że są fajne, bo wszyscy takie noszą. Albo uszyć sobie spodnie u krawca. To pierwsze nie wymaga wysiłku, spodnie mniej więcej na każdego pasują. Druga opcja jest bardziej skomplikowana – trzeba wszystko zmierzyć, poznać zwyczaje noszącego, uszyć na miarę. To samo jest z liternictwem w naszych miastach. Jest ok, ale mogłoby być zajebiście.

Gdybyś ty miał uszyć na miarę litery dla Warszawy, jakie by były?

Na tych niewielu starych tablicach, które przetrwały wojnę, widać, co to jest warszawski krój. W gazetach z lat 20. i 30. też jest dużo fajnego liternictwa. Gdybym miał zaprojektować litery dla Warszawy, musiałbym je przeana- lizować, odszukać to, co naturalnie pojawiało się w przestrzeni publicznej, i na tym oparłbym ich kształty, starając się jednak, by było widoczne, że to krój z XXI wieku. On powinien wyrastać z historii, z charakteru miejsca, żeby robił mu dobrze. To działa tak samo jak w przypadku rmy. Mając swój własny, rozpoznawalny krój, instytucja może zachować tożsamość, od poziomu ulotki po nazwę ulicy, bez epatowania logo czy wyszukaną gra ką. Od razu rozpoznajesz, z czym masz do czynienia. Korzystając nawet z bardzo dobrego, ale ogólnie dostępnego fontu, nigdy się tego nie osiągnie. Litery są jak odcisk palca. Popatrz na to menu. Jest dobrze zaprojektowane, wszystko jest czytelne, ale gdybym dostał kilka podobnych – nie wiedziałbym, z którego zamawiać, bo ono nie mówi nic o tym miejscu.

Czy zwracasz uwagę na graffti, tagi? To też litery, które pojawiają się w miejskiej przestrzeni.

Jak najbardziej, ale dla mnie to po prostu kaligra a, gra- ka, eksperyment. Tagi są interpretacją liternictwa i bardzo trudno przenieść je do niego z powrotem. To litery często na granicy czytelności, bardzo osobiste. O tym, że to niełatwy materiał, świadczy chociażby to, jak mało jest dobrych identy kacji opartych na tagu. Liternictwo jest przeźroczyste, demokratyczne. Font Lato tak samo dobrze sprawdza się na stronie Modlimy się za rząd (serio jest na niej używany) i na ulotkach partii Razem. Znosi pokornie wszystkie głupoty i pracuje najlepiej jak potra . Tag nie jest demokratyczny – jest jak logo.

Od kilku lat dużo mówi się o ładzie w przestrzeni publicznej. Jesteśmy coraz bardziej świadomi, jaki- mi prawami rządzi się projektowanie w przestrzeni miejskiej. Czego powinniśmy się nauczyć o literach?

Najważniejsze to wiedzieć, skąd są i do czego mają być użyte. Jeżeli wiemy, kto je zrobił, ale przede wszystkim po co, będziemy wiedzieli, jak ich użyć. Taki Comic Sans, najbardziej znienawidzony krój pisma, zrobiono do jakiejś gry w Windowsie, która miała pokazać, że Windowsy są proste i nadają się dla dzieci. Ale był to jedyny tego typu krój w systemie, a ludzie potrzebowali czegoś, co będzie niedosłowne, zabawne, trochę infantylne i od lat używają go we wszelkich kontekstach – chrzciny, śluby, pogrzeby. Podobnie jest z projektowaniem. Np. projektantom, którzy poważnie traktują swój fach, ogromną trudność sprawia projektowanie skryptów, które są dla nich obce. Takie pismo arabskie, które cały czas naśladuje pismo odręczne, jest ogromnym wyzwaniem dla kogoś wychowanego na alfabecie łacińskim. Żeby zaprojektować taki krój, trzeba mieć zaprzyjaźnionego arabskiego kaligrafa, bo samemu bardzo trudno dojść do tego, skąd wzięły się takie, a nie inne kształty. Jeśli się sięgnie do źródeł i sprawdzi, jak pismo powstawało, można zaprojektować wszystko. Ale dopiero jak się zrozumie historię konkretnego systemu, to można podjąć próbę projektowania. Wszystkie kształ- ty, czy to jest litera alfabetu łacińskiego, czy arabskiego, z czegoś wynikają, przeszły wielowiekową ewolucję i te ślady w literach są.